Przychodzimy dziś do świątyni - 31 maja, aby Dobremu Bogu podziękować przez ręce Maryi w święto Nawiedzenia NMP za czas roku szkolnego 2007/2008. Czasu szczególnego dla nas posługujących i uczących się w Polskiej Szkole im. Matki Bożej Częstochowskiej w Doylestown, która w tym roku obchodzi swoje 10 urodziny. Ten czas nauki, czytania lektur, robienia prasówek, pracy w szkole, pogłębiania zdobytej wiedzy w domu kończymy dzisiaj w święto Matki Bożej podczas uroczystej Mszy św. sprawowanej w Kaplicy św. Anny pod przewodnictwem J. Em. Zenona Kard. Grocholewskiego.
Dziękujemy Bogu za te szkolne dni, cieszymy się, że były, że dane nam było je przeżyć, ale... co dobre i miłe – szybko się kończy. Dzisiaj tutaj w kaplicy, przed Chrystusem ukrytym w Najświętszym Sakramencie, przychodzimy prosić Boga, naszego najlepszego Ojca, by udzielał nam swych łask, by błogosławił nas i naszym obowiązkom, wysiłkom, naszej pracy, aby prowadził nas jako swoich małych uczniów przez ten czas rozpoczynających się wakacji. Stare polskie porzekadło mówi „bez Boga ani do proga”. Chcemy właśnie z Nim, z Bogiem rozpocząć czas wakacji.
Jezus zawsze kochał dzieci. Przyjmował ich dziecięcą sympatię i otwartą, szczerą miłość. Wdzięczne pochwały płynące z ich nieskalanych ust były muzyką dla Jego uszu i ożywiały Jego ducha, zgnębionego stykaniem się z przebiegłymi i dwulicowymi ludźmi. Wszędzie, gdzie się ukazał Zbawiciel, Jego dobrotliwa twarz oraz szlachetny i łagodny sposób zachowania jednały miłość i zaufanie dzieci.
Wśród Żydów panował zwyczaj przynoszenia dzieci do rabinów, aby kładli na nie ręce i udzielali błogosławieństwa, jednakże uczniowie Zbawiciela uważali Jego pracę za zbyt ważną, aby można było zakłócać ją takimi sprawami. Gdy matki przychodziły do Niego ze swymi maleństwami, uczniowie patrzyli na nie z niechęcią. Byli zdania, że dzieci te są zbyt małe, aby mogły skorzystać coś ze spotkania z Chrystusem i że może On być niezadowolony z ich obecności. Tymczasem właśnie takie postępowanie uczniów wzbudziło niezadowolenie Chrystusa. Zbawiciel rozumiał troskę i kłopoty matek, które usiłowały wychować swe dzieci zgodnie ze Słowem Bożym. Słyszał ich modlitwy i sam dążył do tego, aby je przyciągnąć ku sobie.